Parafia Rzymskokatolicka pw. Wniebowzięcia NMP w Krotoszycach
  Obrona Życia Poczętego
 

40 Dni Dla Życia – Wielki Post 2012

Duchowa Adopcja (DA) to modlitwa w intencji adoptowanego dziecka oraz jego rodziców. Trwa dziewięć miesięcy - mniej więcej tyle, ile ciąża kobiety.

Dziś o północy, w Środę Popielcową, w Imię Ojca
i Syna i Ducha Świętego
, rozpoczęła się czterdziestodniowa Krucjata o Życie i dla Życia. Modlimy się o ochronę życia poczętego, za mamy w stanie błogosławionym, za lekarzy
i pielęgniarki, by chronili i walczyli o bezbronne życie, rozwijające się pod sercem kobiet. Modlimy się za wszystkich, którzy opowiadają się za legalizacją aborcji, by Pan Bóg przemienił i nawrócił ich serca. Modlimy się za tych, którzy nie traktują życia poczętego w łonie kobiet jako życia, życia ludzkiego. Modlimy się o to, by zostały zamknięte legalne i nielegalne kliniki aborcyjne. Modlimy się, by nie zabijano życia, które jest przecież Darem od Dawcy Życia – Boga Żywego.

Dziękujemy Wszystkim, którzy włączyli się w Dzieło 40 dni dla Życia i podjęli się modlitwy w obronie życia. Nasza modlitwa będzie płynęła przez 40 dni… 960 godzin… w każdy dzień Wielkiego Postu. Dziś, w Środę Popielcową,
Ks. Biskup Kazimierz Gurda, który objął honorowy patronat nad Stroną Dzieła Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego, w godzinach porannych będzie sprawował Eucharystię w intencji ochrony życia i w intencji Dzieła DADP. Dziękujemy
z całego serca Ks. Biskupowi! Dziękujemy również tym, którzy duchowo adoptowali poczęte życie i modlą się w jego intencji codziennie przez dziewięć miesięcy. Niech Pan Bóg Wam wszystkim błogosławi!

 

Jeśli przeżyłeś już swoją godzinę modlitwy, zapraszamy napisz swoje świadectwo! Możesz je dodać pod spodem jako komentarz, lub wysłać na adres strony, zostanie umieszczone w zakładce ze świadectwami. Umacniajmy się wzajemnie!



Ojciec Święty Jan Paweł II w obronie życia

     Szczególną uwagę pragnę poświęcić wam, kobiety, które dopuściły się przerwania ciąży. Kościół wie, jak wiele czynników mogło wpłynąć na waszą decyzję, i nie wątpi, że w wielu przypadkach była to decyzja bolesna, może nawet dramatyczna. Zapewne rana w waszych sercach jeszcze się nie zabliźniła. W istocie bowiem, to co się stało, było i jest głęboko niegodziwe. Nie ulegajcie jednak zniechęceniu i nie traćcie nadziei. Starajcie się raczej zrozumieć to doświadczenie i zinterpretować je w prawdzie. Z pokorą i ufnością otwórzcie się - jeśli tego jeszcze nie uczyniłyście - na pokutę: Ojciec wszelkiego miłosierdzia czeka na was, by ofiarować wam swoje przebaczenie i pokój w Sakramencie Pojednania. Odkryjecie, że nic jeszcze nie jest stracone, i będziecie mogły poprosić o przebaczenie także swoje dziecko: ono teraz żyje w Bogu. Wsparte radą i pomocą życzliwych wam i kompetentnych osób, będziecie mogły uczynić swoje bolesne świadectwo jednym z najbardziej wymownych argumentów w obronie prawa wszystkich do życia. Poprzez wasze oddanie sprawie życia, uwieńczone być może narodzinami nowych istot ludzkich i poświadczone przyjęciem i troską o tych, którzy najbardziej potrzebują waszej bliskości, ukształtujcie nowy sposób patrzenia na życie człowieka.

Evengelium vitae, par. 99


* * * * *

     Ocena moralna przerywania ciąży dotyczy także nowych form zabiegów dokonywanych na embrionach ludzkich, które chociaż zmierzają do celów z natury swojej godziwych, prowadzą nieuchronnie do zabicia embrionów. Odnosi się to do eksperymentów na embrionach, coraz powszechniej dokonywanych w ramach badań biomedycznych i dopuszczanych przez prawo niektórych państw. Choć "należy uznać za dopuszczalne zabiegi dokonywane na embrionie ludzkim, pod warunkiem, że uszanują życie i integralność embrionu, nie narażając go na ryzyko nieproporcjonalnie wielkie, ale są podejmowane w celu leczenia, poprawy jego stanu zdrowia lub dla ratowania zagrożonego życia", trzeba zarazem stwierdzić, że wykorzystywanie embrionów i płodów ludzkich jako przedmiotu eksperymentów jest przestępstwem przeciw ich godności istot ludzkich, które mają prawo do takiego samego szacunku jak dziecko już narodzone i jak każdy człowiek. Na takie samo potępienie moralne zasługuje także praktyka wykorzystywania embrionów i płodów ludzkich jeszcze żywych - czasem wyprodukowanych "specjalnie w tym celu w drodze zapłodnienia" w probówce - już to jako "materiału biologicznego" do wykorzystania, już to jako źródła organów albo tkanek do przeszczepów, służących leczeniu niektórych chorób. W rzeczywistości zabójstwo niewinnych istot ludzkich, nawet gdy przynosi korzyść innym, jest aktem absolutnie niedopuszczalnym.
 

Evengelium vitae, par. 63



* * * * *

     Cłowiekiem jest również nie narodzone dziecko: co więcej, Chrystus w sposób uprzywilejowany utożsamia się z "najmniejszymi" (por. Mt 25, 40); jak więc można nie widzieć szczególnej Jego obecności w istocie jeszcze nie narodzonej, spośród wszystkich istot prawdziwie najmniejszej, najsłabszej, pozbawionej jakiegokolwiek środka obrony, nawet głosu, która nie może protestować przeciw ciosom godzącym w jej najbardziej podstawowe prawa.
 

Rzym, 26 stycznia 1980



* * * * *

     Życzę, i modlę się o to stale, ażeby rodzina polska dawała życie, żeby była wierna świętemu prawu życia.
 

Nowy Targ, 8 czerwca 1979



* * * * *

     Życie ludzkie jest święte i nienaruszalne w każdej chwili jego istnienia, także w fazie początkowej, która poprzedza narodziny. Człowiek już w łonie matki należy do Boga, bo Ten, który wszystko przenika i zna, tworzy go i kształtuje swoimi rękoma, widzi go, gdy jest jeszcze małym, bezkształtnym embrionem, i potrafi w nim dostrzec dorosłego człowieka, którym stanie się on w przyszłości i którego dni są już policzone, a powołanie już zapisane w księdze żywota.

 

Evangelium vitae, 61



* * * * *

     Kościół jest powołany do tego, aby wszystkim ukazać na nowo, z coraz większym przekonaniem, swoją wolę rozwijania wszelkimi środkami życia ludzkiego i bronienia go przeciw jakimkolwiek zasadzkom, niezależnie od stanu i stadium rozwoju, w którym się ono znajduje.
 

Familiaris consortio, 30



* * * * *

     Nigdzie indziej Bóg nie uobecnia się we właściwym sobie działaniu wobec człowieka tak radykalnie i nigdzie indziej nie ujawnia się wobec człowieka tak namacalnie, jak w swoim stwórczym działaniu, czyli jako Dawca daru życia ludzkiego. Stąd stosunek do daru życia jest wykładnikiem i podstawowym sprawdzianem autentycznego stosunku człowieka do Boga i do człowieka, czyli wykładnikiem i sprawdzianem autentycznej religijności i moralności.
 

Jasna Góra, 19 czerwca 1983



* * * * *

      Życie ludzkie jest szczególnie słabe i kruche, kiedy przychodzi na świat i kiedy opuszcza doczesność, aby osiągnąć wieczność. Słowo Boże wielokrotnie wzywa do otoczenia życia opieką i szacunkiem, zwłaszcza życia naznaczonego przez chorobę i starość.
 

Evangelium vitae, 44











Duchową Adopcję Dziecka Poczętego zainicjowała Błękitna Armia Matki Bożej Fatimskiej. Informacje na temat tej inicjatywy przeniknęły do Polski za pośrednictwem artykułu Pawła Milcarka, zamieszczonego w "Rycerzu Niepokalanej" ze stycznia 1987 roku. W Polsce inicjatywa zakiełkowała w kościele pw. Ducha Świętego oo. Paulinów w Warszawie przy ul. Długiej. Powstała grupa pod nazwą Straż Pokoleń. Pierwszej Duchowej Adopcji dokonano 2 lutego 1987 roku.

Na początku 1994 roku powołan o do życia ogólnopolski Ruch Krzewienia Duchowej Adopcji, pod patronatem Przeora Jasnej Góry. 25 i 26 marca 1994 roku na Jasnej Górze w Częstochowie odbyła się promocja Duchowej Adopcji i pierwsze przyrzeczenia przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Królowej Polski.

Czym jest?

Duchowa Adopcja jest ślubem, którego treścią jest modlitewne zobowiązanie podjęte przez konkretną osobę w intencji ocalenia zagrożonego życia dziecka w łonie matki oraz sprawiedliwego i prawego życia po urodzeniu - dziecka, którego imię znane jest jedynie Bogu.

Istotą Duchowej Adopcji jest codzienna modlitwa, trwająca przez dziewięć miesięcy i obejmująca specjalną modlitwę w intencji dziecka i jego rodziców oraz jedną z tajemnic Różańca, a także dobrowolnie podjęte praktyki religijne, takie jak: Komunia Święta, post, aktywne wspieranie dzieł charytatywnych (pomoc samotnym matkom, rodzinom wielodzietnym, osobom starszym, chorym itd.). Bardzo cennym zobowiązaniem może być także pozyskiwanie nowych zwolenników Duchowej Adopcji oraz apostolstwo w obronie życia.

Istota przyrzeczeń

W znaczeniu religijnym i teologicznym ślub jest uczynioną Bogu obietnicą dokonania lub zaniechania czegoś, zaś przedmiotem tej obietnicy jest dobro wyższe, przekraczające to, do czego jesteśmy zobowiązani z samego prawa, naturalnego czy pozytywnego. I tak np. nie może być przedmiotem ślubowania uczestnictwo w niedzielnej lub świątecznej Mszy świętej, gdyż do tego zobowiązani jesteśmy na mocy prawa Bożego i kościelnego. Możemy natomiast ślubować dodatkowy udział w Eucharystii czy innych nabożeństwach. Przedmiotem ślubowania może też być zaniechanie czegoś. Może to się wyrażać w pewnych ograniczeniach, dotyczących np. używek, godziwej rozrywki, spożywania pokarmów (post).

W wypadku Duchowej Adopcji podstawowym przedmiotem ślubowania jest modlitwa w intencji poczętego dziecka i jego rodziców (jedna tajemnica Różańca przez dziewięć miesięcy) i podjęcie ofiary (w dowolnej formie) wynagrodzenia Bogu za grzechy dzieciobójstwa.

Ślubowanie jest ważne, gdy następuje z wolnego i świadomego wyboru ślubującego. Każdy zobowiązany jest do przemyślenia decyzji, którą ma podjąć, bowiem niedotrzymanie złożonej obietnicy, lekceważenie i zaniedbywanie zobowiązań wynikających ze ślubowania jest nieuporządkowaniem moralnym, a jako takie jest grzechem. Ślub Duchowej Adopcji jest ślubem czasowym, trwającym dziewięć miesięcy, a więc przeciętny okres przebywania dziecka w łonie matki od chwili poczęcia do urodzenia.

Ślubowanie Bogu ma również wielką wartość religijną dla samego ślubującego - umacnia bowiem jego postawę wewnętrzną, bardziej mobilizuje do gorliwego życia chrześcijańskiego, pogłębia więź człowieka z Bogiem. I chociaż niektórzy krytykują śluby, uważając je za ograniczenie człowieka i jego swobody, to jednak trzeba podkreślić, że takie "ograniczenie" jest jak najbardziej godne, gdyż dokonuje się przez wolny ludzki wybór, osobistą decyzję - jest więc wyrazem pełnej wolności uzyskiwanej w ofiarnym oddaniu się Bogu.

Kto może podjąć adopcję?

Osoba, która podejmuje Duchową Adopcję, spełnia zaszczytny akt ofiary. Chociaż dziecka nigdy nie zobaczy, nie przytuli, nie przygarnie do serca, broni jego życia. Wypowiadając słowa modlitwy, prosi również Jezusa o zmianę nastawienia rodziców do zagrożonego dziecka, o nowe, poprawne ukształtowanie ich psychiki, by zrozumieli, że rodzina jest niezastąpioną wspólnotą, ale spełni swą rolę tylko wtedy, gdy będzie zbudowana na wzajemnej miłości. Bardzo ważne jest, by Duchową Adopcję podjęli zwłaszcza ludzie młodzi - uczniowie, studenci, młode małżeństwa. Jeśli bowiem podejmą ofiarę modlitwy o ocalenie od zagłady jednego nieznanego im dziecka, to nie dopuszczą nigdy do śmierci własnego poczętego dziecka.

Podjęcie Duchowej Adopcji jako modlitewnego indywidualnego zobowiązania zapoczątkowuje zbiorowe przyrzeczenie złożone przez grupę osób w kościele, w czasie uroczystej Mszy świętej lub nieszporów, w jedno ze świąt (np. Matki Bożej, najlepiej w święto Zwiastowania). Samej uroczystości przyrzeczeń powinno się nadać bogatą oprawę. Możliwe jest również przyrzeczenie poza kościołem, na przykład podejmowane przez osoby starsze, chore, niepełnosprawne, a złożone później na ręce kapłana.

Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady! Przyrzekamy Ci, z oczyma utkwionymi w Żłóbek Betlejemski, że odtąd staniemy wszyscy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność narodu płacąc obficie własną krwią. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca Wszelakiego Życia i za najcenniejszy Skarb Narodu.

Z "Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego" - 1956 r.

Owoce duchowej adopcji

Duchowa adopcja skutecznie leczy głębokie zranienia wewnętrzne spowodowane grzechem aborcji. Pozwala matkom odzyskać wiarę w Boże Miłosierdzie, przynosząc pokój ich sercom. Jako bardzo konkretny, bezinteresowny i osobisty dar (modlitwy, ofiary, post), pomaga w szczególności ludziom młodym kształtować charakter, walczyć z egoizmem, odkrywać radość odpowiedzialnego rodzicielstwa, uzdalniając do postrzegania miłości i seksu oczyma Boga. Ucząc systematycznej modlitwy i pozytywnego działania pogłębia kontakt z Bogiem. Pomaga odkrywać głęboki sens zaniedbanych praktyk ascetycznych. Może się stać czynnikiem odrodzenia wspólnej modlitwy i miłości w rodzinie.

Jak krzewić modlitwę duchowej adopcji?

Należy uzyskać zgodę księdza proboszcza na przeprowadzenie przyrzeczeń duchowej adopcji w kościele parafialnym
Można skontaktować się z ośrodkami duchowej adopcji, gdzie można pozyskać materiały, pełne informacje oraz pomoc w przeprowadzeniu przyrzeczeń.




 

                             dr Wanda Półtawska

                                 Giganci ducha

                      Ilu masz przyjaciół? I jakich?

    Jest pewien obszar działania, gdzie można spotkać ludzi o wielkim sercu - są rozsiani po całym świecie, choć historia często nie notuje ich imion. Jeśli ich spotkasz i zaprzyjaźnisz się z nimi, ta przyjaźń rozszerzy twoje serce. Terenem, na którym można spotkać ludzi wielkiego serca jest obrona życia dzieci nie narodzonych. Działalność ta często staje się kamieniem probierczym ludzkiej wartości. Dziecko nie narodzone jest bowiem w świecie współczesnym tak bardzo zagrożone, że ratowanie go staje się walką, która niejednokrotnie wymaga heroizmu i gotowości do przeciwstawienia się nie tylko opinii publicznej, ale także obowiązującemu prawu. To jest i było działanie

"pod prąd świata".

    Dlatego ludzie, którzy na całym świecie walczą o prawo dziecka do życia i służą tym samym wartościom, odnajdują się i tworzą wspólnotę. Łączą ich więzy takiej przyjaźni jak towarzyszy broni.
    Znam wielu spośród tych ludzi i przyjaźnię się z nimi, nawet jeśli niektórych nigdy nie spotkałam osobiście. To ludzie sprawdzeni - z wieloma pracowałam i pracuję od lat - mam wśród nich wielu wiernych przyjaciół. Trwa to od tylu lat, że wielu z nich przeszło już na drugą stronę po zasłużony odpoczynek. I myślę, że byłoby dobrze, aby ich nazwiska zostały w ludzkiej pamięci, a ich

życiorysy stały się wzorem

dla następnych pokoleń: bo życie dziecka w świecie jest nadal zagrożone i ochrona tego bezbronnego maleństwa jest zadaniem wciąż aktualnym. Obrona dziecka jest równocześnie obroną jego rodziców, ich miłości i świętości, więc jest walką o najwyższe wartości, te, dla których warto żyć.
    Nie sposób pisać o wszystkich znanych mi ludziach o wielkim sercu, choć życie wielu z nich zasługiwałyby na szczegółowe biografie. O niektórych już pisano i na ich temat chcę tylko dorzucić jakieś słowo, wspomnienie, kwiat do wielkiego bukietu.
     Jedną z takich powszechnie znanych osób był wielki uczony,

prof. Jerome Lejeune.

    Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że był on wielkim przyjacielem Polski i Polaków - i to nie tylko dzięki przyjaźni z największym z rodu Polaków, Ojcem Świętym, ale przede wszystkim dzięki temu, że w Polsce widział on ratunek dla zagrożonych dzieci. Kiedy w polskim parlamencie pojawił się wniosek o zmianę niemoralnego prawa zezwalającego na zabijanie dzieci nie narodzonych, zadzwoniłam do niego z prośbą, żeby przyjechał do parlamentarzystów i swoim naukowym autorytetem poparł słuszne żądania uczciwych posłów. Powiedziałam krótko: "Przyjedź", na co on odpowiedział: "Lecę jutro do Ameryki, przylecę do Warszawy za dwa dni". Skrócił swój pobyt w Stanach do minimum, bez chwili przerwy, po całonocnej, męczącej podróży (zmiana czasu!) przyleciał bezpośrednio do Polski, by przemówić do posłów. Mnie zaś powiedział: "Polska daje mi nadzieję. Jeśli wy zwyciężycie w parlamencie, inni też za wami pójdą - wy jesteście moją nadzieją". Mało kto wie o tym, że to właśnie Jerome dał Ojcu Świętemu impuls do stworzenia Akademii "Pro Vita". To był jego projekt, zaś Ojciec Święty, największy obrońca życia, natychmiast go poparł. Jerome został pierwszym przewodniczącym powstałej w ten sposób Akademii, a kiedy przedwcześnie zmarł, Jan Paweł II powiedział z bólem: "Szkoda, był mi tak potrzebny". Potem dodał: "Ten człowiek nadaje się do kanonizacji".
    Broniąc świętości, człowiek uświęca samego siebie. Jerome Lejeune i grupa związanych z nim osób przez całe lata współpracowali z nami, działającymi w Krakowie. W 1975 roku na nasze zaproszenie przyjechał do Krakowa przyjaciel Jerome, twórca organizacji "Laissez les vivre", prof. Paul Chauchard. Uczestniczył wtedy w naszej sesji o skutkach aborcji, a wyjeżdżając powiedział: "Francja jest ojczyzną mojego ciała, w Polsce odnalazłem ojczyznę mej duszy". Mimo różnicy języka i historii, czuliśmy się wtedy tak bliscy jak kochająca się rodzina.
Kilka słów pragnę także poświęcić innemu nieżyjącemu już przyjacielowi - pediatrze

Herbertowi Rattnerowi,

naczelnemu redaktorowi pisma "Child and Family". Spotykałam się z nim tylko na międzynarodowych kongresach, ale słuchając, jak zabiera głos i obserwując jego pracę, od razu nawiązałam z nim serdeczny kontakt.
    W Belgii umarł inny mój przyjaciel z ruchu obrony życia,

Ch. Convent.

    Na krótko przed jego śmiercią spotkaliśmy się na kongresie w Rzymie. Jego córka, już po śmierci ojca, napisała do mnie: "Mój ojciec wrócił z Rzymu bardzo szczęśliwy, naprawdę bardzo szczęśliwy. Wyraża tym swe najwyższe uznanie dla Pani. Od więcej niż dwudziestu lat walczy on dzień po dniu przeciw aborcji i o to, aby Belgii oszczędzono tego ohydnego prawa".
    Wszyscy obrońcy życia dziecka nie narodzonego są przyjaciółmi Ojca Świętego, a on odwzajemnia tę przyjaźń, bo przecież także stoi na straży świętości ludzkiego życia. Grupa ta spotyka się, koresponduje, wymienia doświadczenia. Są to ludzie godni zaufania, tworzący w pewnym sensie jedną wielką rodzinę. Oczywiście najbliżsi mi są ci, którzy działali w Polsce i z którymi miałam stały kontakt.
    Niezwykle serdecznie wspominam

dr Zofię Szczerską,

pediatrę z Łodzi. Żartobliwie nazywała mnie "Szefową", a w listach do mnie podpisywała się "Podszewka". Choć Łódź jest dość daleko od Krakowa, Zosia zawsze była gotowa nieść mi pomoc, kiedy brakowało kogoś do akcji albo kiedy kolidowały terminy. Wystarczył telefon i zaraz była gotowa, by jechać na drugi koniec Polski. Zawsze serdecznie uśmiechnięta i chętna do pomocy, była otwarta, życzliwa dla wszystkich. Nasze dzieci nazywały ją po prostu (jak zresztą i inne moje współpracowniczki) "ciocią", bo przyjaźń zbliżała także rodziny. Gdy Zosia umarła, jej córka Ania napisała do mnie: "Nigdy nie byłam obdarzona taką energią jak moja mama. Nie było Jej dane się zestarzeć (może sobie to wymodliła) i jak babcia rodziny siedzieć w domu i mieć czas dla najbliższych. Została wzięta "z marszu" na wieczną wartę, chyba to było w harmonii z jej usposobieniem i lękiem przed starością, zniedołężnieniem, uzależnieniem od innych". Życiorys Zosi, wypełniony walką o ratowanie życia dzieci, warto by przedstawiać pediatrom jako wzór lekarza traktującego swój zawód jak powołanie.
    Za wzór może także posłużyć życie

Ewy Czerwińskiej,

pracującej jako doradczyni. Ewa nie była lekarzem, lecz żoną lekarza. Sama z wykształcenia artystka, ukończyła Akademię Sztuk Pięknych. Wrażliwa na los drugiego człowieka, swe właściwe powołanie odnalazła jednak w pracy na rzecz obrony życia - do dziś uratowane przed zbrodnią dzieciobójstwa matki noszą kwiaty na jej grób. Ewa obdarzała ludzi miłością i w kontakcie z nią każdy człowiek czuł się kimś ważnym i jedynym. Nigdy się spieszyła, całymi godzinami potrafiła cierpliwie słuchać o problemach innych ludzi najpierw w Poradni Rodzinnej przy kościele Mariackim w Krakowie, a potem w Oświęcimiu. Przez długie lata ciężkiej choroby wspierała naszą działalność modlitwą i ofiarą - bo trudy swojej choroby i kuracji ofiarowała w tej właśnie intencji.
     Dzieło obrony życia można wspierać duchowo, ale troska o los samotnej matki wymaga także konkretnych działań. Oczywiście najtrudniejsze były początki, kiedy nie było jeszcze żadnego zaplecza i nie istniały domy samotnej matki, gdzie można by posłać potrzebującą schronienia dziewczynę, która nie ma siły nieść ciężaru samotnego macierzyństwa. Kiedy powracam pamięcią do tego okresu, myślę przede wszystkim o naszym pierwszym, maleńkim domu dla samotnej matki (nazwanym przeze mnie "Zielonym Domem") w Słomniczkach i o jego kierowniczce -

Zofii Sadowskiej.

    Zosia, wątła i słaba po latach spędzonych na zesłaniu na Sybirze, pomimo ciężkich warunków dzielnie pomagała przebywającym w Słomniczkach dziewczętom. Bp Karol Wojtyła odwiedzał ją tam i dodawał otuchy, bo nie było wtedy łatwo skutecznie pomagać samotnym matkom. Zresztą obecnie także jest to trudne, bo przecież nadal dominuje w świecie tendencja "przeciwko dziecku". Umieszczone w Słominiczkach dziewczyny nazywały Zosię Sadowską "ciocią". Wszystkie ją kochały i wciąż pamiętają. Urodzone w tamtym domu dzieci dzisiaj są już dorosłymi ludźmi...
    Posesja, na której znajdował się "Zielony Dom", obejmowała także spory kawałek ziemi, więc kiedy państwo, zwalczające tę działalność ochronną pod protektoratem Kościoła, obłożyło parcelę wysokim podatkiem, domu nie udało się utrzymać, tym bardziej, że wymagał remontu. Niemniej odegrał dużą rolę w życiu wielu osób, pomagał ratować życie i chronić najwyższe wartości.
     A tak trudno było wtedy znaleźć miejsce dla kobiety z dzieckiem. Mam w swoim archiwum list z 1961 roku śp. instruktorki z Poznania, także mojej przyjaciółki,

Haliny Jankowskiej,

która napisała: "a tę Elę z dzieckiem po prostu wezmę do siebie, bo rodzice nie chcą jej znać; wezmę ją do siebie, dam jej pokój, a sama przeniosę się do kuchni. Trochę się tylko boję reakcji innych osób". Jej lęk był spowodowany tym, że mieszkała w siedmioosobowym mieszkaniu, gdzie miała przydział na jeden pokój z kuchnią, w pozostałych pomieszczeniach żyli natomiast inni ludzie. Jak wiadomo, PRL przyznawała jednemu obywatelowi 5 m2 powierzchni mieszkalnej...
    Kolejną postacią, której nie mogę tutaj pominąć jest oczywiście

Teresa Strzembosz,

o której mogłabym pisać całe tomy. Była ona duszą rodzącego się duszpasterstwa rodzin w Polsce i całe swoje życie poświęciła idei obrony dziecka nie narodzonego. Wciągnęła w tę akcję także swoich rodziców, z którymi mieszkała i w ten sposób ich dom stał się rodzajem pogotowia opiekuńczego - każdy potrzebujący znajdował tam przystań. To ona zorganizowała pierwszy Dom Samotnej Matki w Chylicach pod Warszawą. Ta inicjatywa Teresy nieraz pomogła nam w Krakowie rozwiązać trudny problem, kiedy trzeba było szybko znaleźć chwilowe miejsce pobytu dla dziewczyny w ciąży.
    O Teresie można by dużo pisać, ale ja chcę przytoczyć tutaj tylko jedno zdanie. Kiedy chciałam ją zaprosić do Krakowa i próbowałam uzasadnić, dlaczego jest nam potrzebna, powiedziałam m.in. do ówczesnego biskupa Karola Wojtyły, że chciałabym być do niej podobna. A ksiądz biskup na to: "No, to bardzo dużo powiedziane" i bez dalszych pytań obdarzył Teresę zaufaniem.
    Kiedy wracam myślą do początków pracy w obronie nie narodzonych, nie mogę również pominąć postaci

o. Leona Mońko,

    Krajowego Duszpasterza Rodzin, opiekującego się ludźmi działającymi w obronie życia. Był on duchowym kierownikiem całej grupy doradczyń, które ofiarnie pracowały w duszpasterstwie rodzin w czasach, kiedy praca w Kościele pociągała za sobą różne represje ze strony komunistycznego reżimu. O. Leona wspominam jako kapłana o szczególnej głębi - to on formował postawy tych doradczyń. Jego homilie i modlitwy prowadzone podczas dni skupienia, a także rozstrzyganie trudnych problemów związanych z obroną dziecka i życiem małżeńskim były zawsze trafne, zawsze zgodne z nauką Kościoła, a zarazem trafiające do serca i umysłu. Przyjaźniłam się z nim i bardzo mi go brakowało, kiedy zmarł. A ze śmiercią o. Leona wiąże się dla mnie szczególne przeżycie. Było tak: w którąś sobotę zobaczyłam go na placu św. Piotra, a nie wiedziałam, że miał tego dnia przyjechać do Rzymu. Przeraził mnie jego widok, bo wydał mi się bardzo blady i jakiś skurczony. O. Mońko był tak zmieniony, że podeszłam do niego i zapytałam, co mu jest. Odpowiedział, że dziwnie się czuje. "Ale to może zmęczenie podróżą" - orzekł. Zaproponowałam mu, żeby położył się do łóżka i odpoczął. Szłam wtedy do Ojca Świętego, któremu opowiedziałam o tym spotkaniu. Jan Paweł II poprosił, żeby o. Leon przyszedł do niego w poniedziałek, ale ja, tknięta jakimś przeczuciem, powiedziałam: "Może lepiej wcześniej, bo on jest dziwnie zmieniony". "No to niech przyjdzie dziś" zadecydował Ojciec Święty. O. Leon był u Papieża tego samego dnia i mógł jeszcze obejrzeć swoje z nim fotografie. Cieszył się tą wizytą, opowiadał o niej w domu, a w nocy umarł i został tam w Rzymie na Campo Verano.
    O. Leon kochał Jana Pawła II. W liście z 1978 roku pisał do mnie: "Droga Duśko! Serdecznie dziękuję za nadesłaną bibliografię w języku polskim o Humanae vitae. Ale zwłaszcza cieszę się Bożą radością płynącą z wyboru naszego drogiego Karola na sternika Kościoła. Byłem wtedy w Katowicach na dniu skupienia dla lekarzy. Oczywiście oglądaliśmy [w] telewizji jako obowiązkowy punkt naszego programu. Było nas dwudziestu pięciu. Wspólnie przeżywaliśmy wszystko, a potem poszliśmy na Mszę św., którą ofiarowaliśmy Bogu na podziękowanie za wielką łaskę, upraszając dla nowego Papieża Jana Pawła II błogosławieństwo Boże. Obecnie, gdzie mogę, zachęcam do modlitwy za niego. I już jestem spokojny o wierność nauce Kościoła i o sprawy rodzin, w odrodzeniu których widzi Ojciec Święty odrodzenie Kościoła. Bardzo ufamy, że Pan go wspomagać będzie i fizycznie, i duchowo. Bo niełatwy będzie ten pontyfikat na tle sytuacji moralno-religijnej świata i Kościoła. Ale Bóg jest silniejszy od zła w świecie. Dlatego będziemy modlić się codziennie. Tu illum adiuva. Oddany o. Leon".

    Jest jeszcze tyle nazwisk, tyle twarzy żyjących ciągle w mojej pamięci...
    Dlatego właśnie zapytałam na początku, ilu masz przyjaciół i jakich. Bo ja mam ich wielu - ludzi, o których wiedziałam czasem tylko jedno: że walczą o życie dziecka tak jak my. I to wystarczyło, aby uwierzyć, że są godni zaufania, że można na nich liczyć i że na pewno nie zawiodą. Ich istnienie niesie światu nadzieję, bo to właśnie oni dają dowód prawdziwego człowieczeństwa. A we współczesnym świecie coraz rzadziej pamięta się o Bożym pochodzeniu człowieka i o jego zdolności do świętości. Dlatego ludzie, którzy sobą, swoim życiem dają dowód, że naprawdę są stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, przywracają światu nadzieję.





Czym jest Duchowa Adopcja?
Pełna poprawna nazwa brzmi: "Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego Zagrożonego Zagładą". Nie jest to więc adopcja prawna dziecka po urodzeniu, pozbawionego opieki rodzicielskiej, do rodziny zastępczej, ale adopcja duchowa dziecka poczętego zagrożonego zabiciem w łonie matki. Wyrażana jest osobistą modlitwą jednej osoby o ocalenie życia dziecka wybranego przez Boga Dawcę Życia.Trwa przez 9 miesięcy, okres wzrostu dziecka w łonie matki. Zobowiązanie adopcyjne, poprzedza przyrzeczenie, które je utwierdza.
Więcej informacji w rozdz. 7.

Do kogo jest adresowana strona o Duchowej Adopcji?
Ogólnie rzecz biorąc, strona jest adresowana do ludzi młodych, którzy są potencjalnymi "współtwórcami" ludzkiej populacji, adresowana jest do osób wchodzących w związki małżeńskie i dla młodych małżeństw, do pracowników położnictwa, do osób, które popełniły aborcję (do aborcji namawiały, lub przymuszały), do kleryków seminariów duchownych i księży, do potencjalnych i praktykujących animatorów Duchowej Adopcji, do członków przyparafialnych ruchów oraz poradni przedmałżeńskich i rodzinnych, do osób nie zdecydowanych i wątpiących, ale i do ludzi gorliwej wiary.

Jakie jest przeznaczenie tej witryny i jakie płyną korzyści z podejmowania
Duchowej Adopcji?

Wiedza i podejmowanie Duchowej Adopcji ma odwodzić od zamiaru popełnienia aborcji
lub niszczących ludzkie zarodki praktyk "in vitro". Wiedza i podejmowanie tej posługi ma służyć kształtowaniu postaw pro rodzinnych. Osobom, które popełniły grzech aborcji, czy "in vitro", lub w jakiś sposób w niej uczestniczyły, Duchowa Adopcja przywraca równowagę ducha i usuwa udrękę sumienia (syndromu postaborcyjnego).
Duchowa Adopcja umacnia ludzi w zdrowych zasadach moralnych, buduje w rodzinie poczucie więzi, wzajemnej miłości, bezpieczeństwa i solidarności, a nie zakłócony rozwój prokreacji jest gwarancją bezpiecznej egzystencji narodu.




Duchowa Adopcja dziecka poczętego

JEST: Matka

    • modlitwą w obronie poczętego życia
    • osobistym wypełnianiem Jasnogórskich Ślubów Narodu
    • pomocą dla osób cierpiących z powodu grzechu aborcji
 
Modlitwa codzienna
Fragment Jasnogórskich Ślubów Narodu
Formuła przyrzeczenia Duchowej Adopcji
Odpowiedzi na najczęściej stawiane pytania





 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 14727 odwiedzający (36084 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=